
„Wszystko rodzi się po to, by zakwitnąć w wiecznej wiośnie. Także Bóg stworzył nas po to, abyśmy zakwitli. Przypominam sobie ten dialog, kiedy dąb poprosił migdałowiec: «Opowiedz mi o Bogu». A migdałowiec zakwitł”.
Te słowa papieża Franciszka, wypowiedziane podczas audiencji generalnej 20 września 2017 roku, brzmią jak mała przypowieść o świętości. Migdałowiec nie wygłasza kazania, nie buduje traktatu teologicznego, nie udowadnia istnienia Boga. Po prostu zakwita. Odpowiada pięknem. Jego teologia jest kwiatem.
To znaczące, że także pierwsza wizja, którą otrzymuje prorok Jeremiasz, dotyczy właśnie migdałowca:
„I skierował Pan następujące słowa do mnie: «Co widzisz, Jeremiaszu?» Odrzekłem: «Widzę gałązkę drzewa czuwającego». Pan zaś rzekł do mnie: «Dobrze widzisz, bo czuwam nad moim słowem, by je wypełnić»” (Jr 1,11-12).
W wielu tłumaczeniach Biblii Jeremiasz widzi po prostu gałązkę drzewa migdałowego. I rzeczywiście chodzi tu o migdałowiec, jedno z pierwszych drzew, które budzą się do życia po zimie. W języku hebrajskim jego nazwa łączy się jednak z czuwaniem: migdałowiec jest drzewem, które kwitnie, zanim inne drzewa zdążą się obudzić, staje się znakiem Boga, który czuwa nad swoim słowem, aż ono się wypełni. Również instrukcje, które Pan Bóg daje Mojżeszowi dotyczące siedmioramiennego świecznika do Przybytku, zawierają porównania do kwiatów migdałowych (por. Wj 25,31-40). Pytaniem pozostaje, jak Mojżesz się połapał w tej instrukcji, która – przynajmniej dla piszącego te słowa – jest bardzo niejasna…
Po Zwiastowaniu Maryja nie idzie do Jerozolimy, aby pod okiem największych rabinów studiować proroctwa o Mesjaszu. Nie udaje się też do Świątyni, aby oddać się wzniosłemu kultowi. Zamiast tego wyrusza do Ein Karem, górskiej wioski, w której mieszka Jej krewna Elżbieta. Idzie do starszej kobiety, która potrzebuje pomocy w codziennych obowiązkach.
Tak właśnie działa spotkanie z Bogiem: nie zamyka człowieka w zachwycie nad samym sobą, lecz popycha go ku drugiemu. Łaska przybiera kształt służby, kontemplacja staje się drogą, a modlitwa dłonią podaną komuś, kto potrzebuje wsparcia.
Na początku Ewangelii według św. Łukasza mężczyźni nie mają jeszcze wiele do powiedzenia: Zachariasz milknie a Józef pozostaje w cieniu. Głos mają kobiety: Maryja, młoda dziewica z Nazaretu, oraz Elżbieta, kobieta w podeszłym wieku, która również w cudowny sposób nosi w sobie obietnicę życia. To właśnie Elżbieta jako pierwsza nazywa Maryję błogosławioną, ponieważ uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana (por Łk 1,45), dlatego Maryja staje się Matką Cierpliwości.
Na pełne objawienie tej obietnicy Maryja będzie musiała czekać wiele lat. W Kanie Galilejskiej, gdy Jezus uczyni swój pierwszy znak, okaże się, że Słowo naprawdę dojrzewa w czasie. Bóg nie spełnia swoich obietnic pośpiesznie, ale nieustannie nad nimi czuwa.
W serdecznym uścisku dwóch świętych kobiet Kościół od wieków widział coś więcej niż tylko rodzinne spotkanie. Maryja, która nosi w sobie Chrystusa, staje się obrazem Kościoła, Oblubienicy Pana. Elżbieta, starsza i pierwsza w historii zbawienia jest obrazem Synagogi, starszej siostry Kościoła. Ich spotkanie nie jest więc zerwaniem, lecz objęciem. Nowe Przymierze nie przychodzi po to, aby wzgardzić dawnym, lecz aby pokazać, że Bóg naprawdę czuwał nad swoim słowem od początku.
Obok tych biblijnych znaków pojawia się jeszcze gronostaj, zwierzę znane choćby z krakowskiego obrazu Leonarda da Vinci. W dawnej symbolice uchodził za znak królewskości i czystości. Jego białe futro zdobiło królewskie płaszcze, a według średniowiecznej legendy gronostaj wolał ponieść śmierć, niż splamić swoją nieskazitelną biel.
Gronostaj przypomina o wewnętrznej godności człowieka, który został stworzony do kwitnienia. Nie chodzi o chłodną doskonałość bez skazy, ale o serce, które płonie tym, co w nim najgłębsze: pragnienia Boga, dobra, piękna i miłości.

