
Maryja nie umiera. Zasypia jak ziarno złożone w ciemnej ziemi po to, żeby przebudzić się w Bogu. Wschodnia tradycja Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny nazywa koimesis — zaśnięciem Bogurodzicy.
O tej tajemnicy opowiadają trzy postacie motyla. Gąsienica pełznie z brzuchem przy ziemi. Przypomina nasze życie: ciało, które trzeba nakarmić, pracę, zmęczenie, chorobę, miłość wyrażaną drobnymi gestami. Nie jest to życie gorsze ani nieudane. Bóg sam przyjął ciało i dotykał ziemi stopami. Wniebowzięcie nie oznacza ucieczki od materii, lecz jej ocalenie i zjednoczenie z Bogiem.
Potem przychodzi kokon. Dawny kształt znika, a nowego jeszcze nie widać. Kokon przypomina grób, ciszę Wielkiej Soboty i wszystkie chwile, w których rozpada się nasze dawne życie. Nie wiemy już, kim jesteśmy, a jeszcze nie widzimy, kim się staniemy. To, co wydaje się śmiercią, jest jednak tym, w czym Bóg najbardziej intensywnie działa. Kokon, chociaż przypomina grób, tak naprawdę jest stanem przejściowym na drodze do pełni życia.
Tą pełnią życia jest właśnie stadium motyla. To samo stworzenie, ale przemienione. Ciało, które przylegało do ziemi, rozwija skrzydła. Chrześcijańska nadzieja nie polega na tym, że dusza wyrzuci ciało jak niepotrzebne opakowanie. Wierzymy w zmartwychwstanie ciała — w przemianę całego człowieka. Bóg nie ocala z nas jedynie niewidzialnej cząstki. Ocala ciało, pamięć, rany, miłość i całą naszą historię.
Maryję otacza mandorla — migdałowata szczelina w widzialnym świecie, przez którą prześwituje wieczność. Jest bramą, nasieniem i łonem. Maryja nosiła kiedyś Boga w swoim ciele; teraz Bóg przyjmuje ją do własnego życia. Wchodzi Ona w najgłębszy wymiar stworzenia — tam, gdzie wszystko istnieje wewnątrz Bożej obecności.
Pod jej stopami znajduje się księżyc — lustro, które nie ma własnego światła, lecz odbija światło słońca. Także Maryja nie świeci sama z siebie, cała staje się odbiciem Boga.
Lilie wyrastające z ciemnej ziemi przypominają o czystości Maryi. Maryja znała lęk, ubóstwo, ucieczkę i śmierć Syna. Jej czystość oznaczała serce niepodzielone — wierne także w ciemności. Lilia wyrasta przecież z cebuli ukrytej pod czarną ziemią.
Inaczej niż na pozostałych obrazach z tego cyklu Maryja nie nosi niebieskiej, lecz czerwoną suknię. Czerwień jest kolorem miłości i Boskości. Maryja została rozpalona od wewnątrz Bożym życiem. Nie przestaje być człowiekiem i nie staje się Bogiem z natury. Jej człowieczeństwo zostaje jednak całkowicie przeniknięte łaską. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł uczestniczyć w życiu Boga.
Dlatego Wniebowzięcie, wbrew pozorom, nie dotyczy tylko Maryi. Ona jest pierwsza, ale nie jedyna. Jest pierwszym dojrzałym owocem stworzenia, a nie wyjątkiem wyjętym z ludzkiej historii. Jej los jest obietnicą dotyczącą nas wszystkich.
Nie zostaliśmy stworzeni po to, aby zniknąć. Zostaliśmy stworzeni, aby zostać przemienieni. Śmierć jest kokonem, zmartwychwstanie — otwarciem skrzydeł. A Maryja jest pierwszą, w której Bóg pokazuje, co zamierza uczynić z nami wszystkimi.

