
Święto Objawienia Wszystkim Narodom jest ostatnim z wydarzeń towarzyszących Narodzeniu Pana Jezusa. A przynajmniej teoretycznie powinno być ostatnim, bo niestety to wydarzenie nie pociągnęło jeszcze za sobą przyjęcia Jezusa przez wszystkich… Król Wszechświata, został odrzucony przez swoich najbliższych. Samo narodzenie się Jezusa, przyjście Boga na świat, jeszcze nie zmieniło wszystkiego. Nie przypadkiem akcja rozgrywa się w czasach Heroda — złego króla, którego historia zapamiętała jako Heroda Okrutnego, człowieka, który miał obsesję na punkcie władzy, i tego, że może ją stracić, Mędrcy szukają dobrego króla. To jest w ogóle dość ironiczna scena, bo Mędrcy przychodzą do Króla i pytają o to gdzie jest król. To tak jak byśmy przyszli do kogoś w gości i zapytali pana domu gdzie jest gospodarz.
Życie jest trudne. Życie bywa okrutne, ale my szukamy Dobrego Króla, który daje nas znajduje. Nasze poszukiwanie piękna, dobra, jest zawsze w świecie, które jest pełne rzeczy trudnych, nieraz banalnych, a często okrutnych.
Najpierw przyjrzyjmy się tym tajemniczym Mędrcom i ich wędrówce ze wschodu w stronę gwiazdy, to znaczy w górę, ku niebu. Zostawmy pytanie o to, kim tak naprawdę byli, ilu ich było i skąd. Na pewno nie byli królami, ich wizyta nie miała miejsca w stajence w Betlejem, bo czytamy, że scena rozgrywa się w Jerozolimie, co więcej, mędrcy wchodzą do domu, możliwe, że było ich więcej niż trzech, bo czytamy tylko ile zostało przyniesionych darów… ale to jest oczywiście wszystko nieważne.
W każdym razie, w ewangelii św. Mateusza, to cudzoziemcy, a więc poganie są pierwszymi aby oddać pokłon Jezusowi. Kim są Mędrcy? To uczeni, którzy studiują niebo. To nie są pasterze, pobożni prości ludzie, którym Anioł objawił, że narodził się Zbawiciel, ale ludzie którzy całe swoje życie oddali szukaniu prawdy.
Są oni symbolem ludzkości i pragnienia powrotu do utraconego Raju, pragnienia wzniesienia się w stronę Boga. Magowie wpatrują się w niebo, i jest to obraz naszego tragicznego wysiłku w tym, żeby cokolwiek zrozumieć z tajemnicy Boga. Ale jak już wiemy, jest to tajemnica zupełnie nie do zrozumienia. Człowiek własnymi siłami nie jest w stanie wznieść się do Boga nawet na milimetr. To Bóg jest tym, który przychodzi do nas, co kontemplowaliśmy przez ostatnie tygodnie w tajemnicy Wcielenia Syna Bożego.
Co by to miało znaczyć dla nas? Czy to znaczy, że mamy nie szukać Boga? Wręcz przeciwnie. Mamy Go szukać, ale pełni świadomości, że to On jest Tym, który nas znajduje. To znaczy, żebyśmy nie szukali jakiegoś swojego wyobrażenia o Bogu. Uważajmy, czy przypadkiem nie szukamy jakiegoś swojego wyobrażenia o Bogu, czy nie szukamy Boga, który miałby spełniać tylko nasze oczekiwania czy życzenia, kogoś w rodzaju św. Mikołaja. Bo Bóg to nie jest jakiś zgubiony przedmiot, który można znaleźć i już Go mieć dopóki się znowu nie zgubi. Bóg przychodzi do nas w tajemniczy sposób i pociąga nas do siebie, jak Mędrców ze Wschodu za sprawą Gwiazdy.
To Bóg daje nam pragnienia, abyśmy Go szukali.
Inicjatywa jest po stronie Pana Boga — nie Mędrcy wymyślają sobie, że będą szukać Dzieciątka, narodzonego w jakimś odległym kraju, które jest Królem Żydowskim… nie, to Bóg im objawia to, co już się zdarzyło. Nie mamy wymyślać sobie czegoś, swojej gwiazdy, ale podążyć za tą, która już jest. Nie my coś sobie wymyślamy, ale to Bóg jest punktem wyjścia. Bo kiedy my sobie coś wymyślimy, wcale nie mamy pewności dokąd dojdziemy…
Pytajmy się siebie, skąd są te nasze pragnienia, które mamy w sercu. Może pewne rzeczy, które wydawały się bez znaczenia, przyprowadziły nas w to miejsce życia, w których jesteśmy teraz.
I wreszcie Mędrcy poszli za czymś pięknym, co zobaczyli na niebie. Dali się poprowadzić. My jesteśmy bardzo skoncentrowani na sobie, człowiek współczesny jest wykrzywiony ku ziemi, zgarbiony, bo patrzy cały czas na swój pępek, mając obsesję na punkcie samorozwoju i samodoskonalenia. Koncentrujemy się na tych wszystkich ziemskich rzeczach, które przecież kiedyś się skończą i w perspektywie życia wiecznego nie mają aż takiego dużego znaczenia… Chrześcijanin to człowiek, który idzie wyprostowany i patrzy w niebo.
Patrzy na niebo, to znaczy na piękno, które jest znakiem Bożej obecności.
Mędrcy patrzą w niebo i idą daleko, do odległego kraju, pociągnięci pragnieniem spotkania z Bogiem… nie jest ważne jak daleko i jak trudno, ważne jest, żeby z oczu nie stracić tej gwiazdy.
Dajmy się poprowadzić.
Pierwszy krok to właśnie przestać próbować żyć naszym życiem, jakbyśmy to my byli głównymi bohaterami. Bo nie jesteśmy! My często myślimy, że musimy napisać scenariusz naszego życia, a później go realizować. Ale tak nie jest! Pierwsze jest życie. Najpierw przyjmijmy to, co przygotował dla nas Pan. Idźmy za Gwiazdą, a nie trzymajmy się kurczowo naszego życia, nie płyńmy pod prąd, bo tylko stracimy energię.
I ostatnia rzecz, której uczy nas historia o Mędrcach ze Wschodu to to, że spotkanie z Bogiem, zmienia nas. Oni oddali swe dary, ale otrzymali o wiele więcej — świadomość tego, że Bóg przyszedł do wszystkich. To jak ‚trzej królowie’ są przedstawieni w naszych szopkach jest bardzo celne — bo widzimy trzech ludzi w różnym wieku i o różnym kolorze skóry, co jasno pokazuje, że nie ważne skąd przychodzimy i co przynosimy, ważne, że oddajemy to Panu Jezusowi, który przyszedł do wszystkich.
Za każdym razem, kiedy wracamy do domu z eucharystii jesteśmy coraz bardziej podobni do Chrystusa, coraz bardziej zjednoczeni z Nim, a to jest nasze jedyne powołanie i jedyna możliwa przyszłość. Czytamy na końcu tej ewangelii, że Mędrcy wrócili do domu inną drogą. I to jest zaproszenie dla nas, żebyśmy również my znaleźli inną drogę do domu.
Przyszliśmy aby oddać pokłon Małemu Jezusowi. Także my, jak mędrcy ze wschodu, przyszliśmy oddać Mu pokłon, obecnemu w eucharystii. W Niej zamknięte jest całe dobro duchowe Kościoła: sam Chrystus, nasza Pascha i prawdziwy chleb. Dlatego Kościół nieustannie spogląda w stronę swojego Pana, to On jest naszym jedynym horyzontem, życie w Chrystusie jest naszym jedynym możliwym powołaniem.
Panie Jezu, zobaczyliśmy Twoją gwiazdę i przyszliśmy oddać Ci pokłon. Przyszliśmy oddać Ci nasze serca i nasze życie, bo to Ty jesteś naszą prawdziwą światłością, która świeci w ciemnościach i naszym prawdziwym życiem. Ty jesteś gwiazdą, która oświeca nam drogę w ciemnościach życia. Rozpoznaliśmy, że Ty jesteś drogą, prawdą i życiem i teraz możemy wrócić do naszego życia i zanieść Ciebie tym, którzy Ciebie potrzebują. Doświadczyliśmy Twojej miłości i Twojej bliskości. Prosimy Cię, bądź z nami zawsze. Amen.
(detal obrazu na płótnie, 2015)


„Wiara rodzi się ze słuchania!!!!!??”