Być słabym jak Józef

Józef to chyba najbardziej zmarginalizowany mąż i ojciec w historii świata, bo tak niewiele o nim wiemy, a z tych szczątkowych informacji, które podają nam ewangelie wyłania się obraz człowieka zupełnie nieciekawego i niezaangażowanego. Tym bardziej więc dziwią niektóre z wezwań np. Z litanii do św. Józefa, które nie mają żadnego oparcia w Piśmie Świętym, takie jak np. „Postrach duchów piekielnych” czy „opiekun dziewic”, które przedstawiają go jak jakiegoś superbohatera.

To, że tak mało o nim wiemy oznacza, że jego historia tak naprawdę nie interesowała ewangelistów, którzy nie podają żadnych szczegółów z jego życia, nie ma mowy o jego wpływie na wychowanie Jezusa, wiemy jedynie, że był wycofany, że nawet w kryzysowym momencie zgubienia Jezusa w świątyni, to Maryja jest tą która ma pretensje do dziecka, a ojciec stoi z boku, nie wiemy też nic o jego śmierci. Wiemy też, że święta rodzina była biedna, oraz że znała ból bycia uchodźcami — odpowiedzialność za to też spoczywała na Józefie. Jako że nie ma żadnych danych, które wskazywałoby na to, że było inaczej, powinniśmy założyć, że Józef w momencie zwiastowania miał nie więcej niż dwadzieścia lat, bo to był zwyczajny wiek dla młodych Izraelitów, żeby założyć rodzinę. 

I oczywiście, to wszystko co teraz mówię to nie jest dogmat, jedyny dogmat to jest Chrystus, to są tylko jakieś moje rozważania w świetle lektury Pisma świętego i mojej pracy duszpasterskiej, a to jest praca z młodymi ludźmi, dlatego obraz młodego Józefa jest mi o wiele bliższy. 

Józefa ewangelista Mateusz przedstawia nam też w bardzo niemęskiej sytuacji, przynajmniej według takiego stereotypowego obrazu mężczyzny. Józef się boi. Świadczą o tym słowa anioła. Józef jest przerażony sytuacją, w której się znalazł. Ten strach go blokuje, sprawia, że nie może spać, że nawet w nocy to zajmuje jego myśli. To strach przed sytuacją, w której został postawiony, dowiedział się, że jego narzeczona jest w ciąży, wie, że to nie jest jego dziecko, wie, że jej może grozić ukamienowanie za cudzołóstwo, a sam może spokojnie wręczyć jej list rozwodowy, co było normalną procedurą.

Pan Bóg też Józefowi nie ułatwia życia. To, co mnie zawsze trapi przy czytaniu tej sceny, to pytanie o to, dlaczego Józefowi anioł ukazał się we śnie? 

Maryi, Zachariaszowi, później kobietom, które przyszły do grobu, a także św. Piotrowi i wielu jeszcze innym aniołowie ukazują się kiedy ci są przytomni, świadomi tego, co się dzieje. A do Józefa, tego biedaka, anioł przychodzi we śnie.

Czy zaufałbym jakiemuś zapewnieniu, dotyczącemu w końcu bardzo poważnej sprawy, jaką jest ojcostwo, gdyby to zapewnienie przyszło do mnie we śnie? 

A jednak, to wszystko sprawia, że św. Józef staje się nam o wiele bliższy. Jego perspektywa i jego doświadczenie spotkania z Panem Bogiem są o wiele bardziej dostępne nam, którzy nie mamy ani przywileju bycia Niepokalanie Poczętym, ani nie spotkaliśmy Jezusa w postaci fizycznej, ani nawet nie spotkaliśmy anioła, który nam by objawił wprost, jaka jest Wola Boża.

Historia św. Józefa to historia o dorastaniu do odpowiedzialności. Józef staje się ojcem, mimo że nie jest biologicznym ojcem Jezusa. Można spłodzić dziecko i to niejedno, ale nigdy tak naprawdę nie dorosnąć do ojcostwa, być takim podstarzałym chłopcem w krótkich spodenkach, czy, jak ja to nazywam, przerośniętym ministrantem. A ministrantem nie można być przez całe życie — w pewnym momencie trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie samego, bo jeżeli tego nie zrobimy, nie będziemy mogli wziąć odpowiedzialności za innych.

A można też nie mieć dzieci a być ojcowską figurą w czyimś życiu. Bo Józef dostaje szczególne zadanie od Anioła: nadać imię małemu Jezusowi, co w języku biblijnym oznacza uznać ojcostwo, oznacza powiedzieć: Ty jesteś mój, Ty jesteś moim synem.

I pomyślmy — i tym bym chciał zakończyć — że ten taki słaby, nieporadny, zastraszony, wycofany, nieśmiały młodzieniec, że właśnie taki ktoś został wybrany na opiekuna Syna Bożego i na patrona Kościoła Katolickiego, że cała jego wielkość leży właśnie w tym, że jego życie może po ludzku było nieudane, że nie był człowiekiem sukcesu, ale za to był blisko Pana Jezusa.

Nie bójmy się tych różnych słabości i porażek w naszym życiu. Pan Bóg zawsze wybiera to, co słabe i nieciekawe w oczach świata, żeby dokonywać swoich cudów.  

One Comment

  1. Ppp

    Józef nie był słaby – był introwertykiem.
    Był mało interesujący, bo się nie narzucał, nie robił wokół siebie hałasu. Za to obserwował, rozmyślał, a potem działał skutecznie, choć niezbyt szybko. Kto ma dobrze opracowany plan – nie musi się spieszyć.
    W poetyce biblijnej „przyszedł do niego anioł we śnie” – w praktyce Józef po prostu przemyślał, że np. ciąża u panny Maryi nie musi jej przekreślać. A to, „co ludzie powiedzą” introwertyków generalnie mało interesuje, więc jej nie oddalił.
    To samo z „ucieczką do Egiptu” – to nie był galop z siepaczami na karku, lecz spokojne oddalenie się ZANIM zaczęła się akcja eksterminacji niemowląt.
    Uważam, że Józefa należy oceniać jako SILNEGO – nie jest to jednak siła ciężkiej artylerii, lecz raczej drogowego walca. Cicho, powoli, a efekt jest.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *