
Musica Universalis
Największą pociechą Ignacego było patrzeć w niebo i gwiazdy, co też czynił często i przez długi czas, ponieważ odczuwał wtedy w sobie wielki zapał do służby Panu naszemu. (Opowieść Pielgrzyma. Autobiografia św. Ignacego Loyoli, 11)
Miałem trzydzieści osiem lat, kiedy po raz pierwszy naprawdę zobaczyłem nocne niebo. Oczywiście wcześniej nieraz patrzyłem na nie po zachodzie słońca, ale dopiero niedawno, z dala od cywilizacji i zanieczyszczenia światłem, mogłem świadomie zatrzymać się i stanąć wobec niezwykłego widowiska bezksiężycowej nocy. Stałem tak przez długi czas, oszołomiony, chłonąc ten widok całym sobą i wiedząc, że być może miną kolejne lata, zanim znów będę mógł zobaczyć niebo w takiej postaci.
Człowiek od tysiącleci podnosił wzrok ku górze z zachwytem i niepokojem, próbując zrozumieć powolny taniec ciał niebieskich wyznaczających rytm dni i nocy, pór roku, czasu siewu i zbiorów. Z tych obserwacji rodziły się pytania o miejsce człowieka we wszechświecie oraz o samo pochodzenie świata.
Plemię Miwoków z Ameryki Północnej zachowało piękną opowieść o stworzeniu, według której na początku istniała jedynie woda. Samotna Srebrna Lisica wyśpiewuje swoją tęsknotę w modlitewnej pieśni, aż spotyka Kojota. Wtedy składa mu niezwykłą propozycję: „Wyśpiewajmy świat”. Razem zaczynają śpiewać i tańczyć, a wraz z ich pieśnią rodzi się rzeczywistość. Ziemia stopniowo wyłania się z wód, nabiera kształtów i staje się miejscem życia.Podobny obraz odnajdujemy u J. R. R. Tolkiena w „Silmarillionie”. Eru, Jedyny, powołuje do istnienia Ainurów i przedstawia im muzyczne tematy, z których harmonijnego śpiewu rodzi się świat, Arda. Stworzenie nie jest więc aktem brutalnej siły, ale pieśnią, harmonią i sztuką.
Chrystus w typie Emmanuela
Symbolem doskonałości stworzenia jest znajdujący się w centrum obrazu okrąg, pośrodku którego siedzi Chrystus, który ukazany jest jako młodzieniec, w typie Emmanuela, czyli „Boga z nami”, jak nazywa Go prorok Izajasz w proroctwie o Dziewicy, która pocznie Syna (Iz 7,14). Zbawiciel siedzi na łuku tęczy, jak w wizjach Apokalipsy (Ap 4,3; 10,1), a w dłoni trzyma „książeczkę”. Zapisano w niej niewiele, ale zawiera wszystko, co najważniejsze: Alfa i Omega, pierwszą i ostatnią literę alfabetu. Chrystus jest początkiem i końcem wszystkiego (Ap 1,8; 21,6; 22,13), centrum wszechświata, a Jego Wcielenie stanowi centralny moment historii.
Na samej górze kompozycji znajduje się Najświętsze Imię Jezus zapisane trzema pierwszymi greckimi literami: ΙΕΣ. Stylizowana tylda wskazuje, że jest to skrót. Nie wynika on z oszczędności miejsca, lecz z dawnej tradycji podkreślającej świętość Imienia Bożego, którego nie należało wypowiadać bez potrzeby. Z tego samego powodu również na ikonach Imię Jezusa zapisywano w formie skróconej. W Kościele zachodnim skrót ten zaczął żyć własnym życiem jako zlatynizowane IHS, któremu przypisywano później różne rozwinięcia, na przykład Iesus Hominum Salvator – Jezus, Zbawiciel ludzi.
Na to Imię zgina się „każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych” (Flp 2,10). Symbolizuje je obecność tetramorfy, czterech stworzeń pojawiających się najpierw w wizji proroka Ezechiela (Ez 1,10), a później w Apokalipsie św. Jana (Ap 4,7). Sama liczba cztery oznacza świat stworzony: cztery strony świata, cztery żywioły, cztery pory roku. Czterem istotom tradycja przypisała także czterech ewangelistów. Skrzydlaty człowiek oznacza Mateusza, którego Ewangelia rozpoczyna się genealogią Jezusa. Lew symbolizuje Marka i głos Jana Chrzciciela rozbrzmiewający na pustyni niczym ryk. Byk odnosi się do Łukasza i ofiary świątynnej pojawiającej się na początku jego Ewangelii. Orzeł natomiast jest znakiem Jana, którego prolog szybując ku najwyższym tajemnicom, opada później ku ziemi i Wcieleniu Słowa.
Świat symbolizuje widoczna u dołu gałązka ostrokrzewu. Jest wiecznie zielona, a więc przywołuje rajskie Drzewo Życia, ale jednocześnie pełna cierni, przypominając, że cierpienie pozostaje nieodłączną częścią ludzkiego losu. W angielskiej kolędzie The Holly and the Ivy ostrokrzew staje się obrazem samego Chrystusa: jego kolce oznaczają cierniową koronę, czerwone jagody przypominają krople krwi, a gorzka kora przywołuje smak męki.
W legendach arturiańskich tajemniczy Bertilak de Hautdesert, znany jako Zielony Rycerz, przybywa w Boże Narodzenie na królewską ucztę z toporem w jednej ręce i gałązką ostrokrzewu w drugiej. Niesie jednocześnie zapowiedź śmierci i życia, grozę i odrodzenie. Współcześnie historię tę interpretuje się często ekologicznie, jako opowieść o naturze upominającej się o swoje prawa. Być może jednak głębiej chodzi o coś jeszcze starszego: o intuicję, że cały świat pozostaje napięty pomiędzy pięknem i przemijaniem, pomiędzy pieśnią stworzenia a cieniem śmierci.
A jednak wszechświat nie milczy. Od ruchu galaktyk po drżenie strun głosowych człowieka wszystko zdaje się uczestniczyć w jednej wielkiej harmonii. Dawni myśliciele nazwali ją musica universalis – muzyką sfer. Nie była to muzyka słyszalna uszami, lecz porządek wpisany w samą strukturę rzeczywistości. Kosmos jawił się jako wielka symfonia, której źródłem jest Logos.
Być może dlatego człowiek od zawsze śpiewał. Być może dlatego modlitwa tak często staje się pieśnią. I być może dlatego, stojąc nocą pod rozgwieżdżonym niebem, ma się nagle wrażenie, że świat nie jest przypadkowym zbiorem materii, lecz ogromną, wciąż rozbrzmiewającą kompozycją, w której nawet nasze kruche życie posiada swoją nutę.
***
Poniżej jeszcze zdjęcie, które zrobiłem we wspomnianą na początku tekstu noc. Oczywiście zrobione smartfonem zdjęcie nie oddaje zupełnie piękna tego arcydzieła Bożego zamysłu, ale może o nim przypominać…



Co ja na to poradzę, że twoja o. Przemku twórczość tak pasuje do mojej wrażliwości. Nie jestem artystką, ale twoje ikony bardzo do mnie przemawiają, pomagają w modlitwie. Symbolika, układ, kolory, cudne! Kocham ciepłe barwy. Znów niesamowicie uchwycone „centrum wszechświata”, jak w ikonie Bożego Narodzenia. Od razu wzrok znajduje to co najważniejsze, centralne. Albo okręgi, jak w ikonie zmartwychwstania z Marią Magdaleną, górny półokrąg, który otacza „światłość przedziwną”. Czekam na kolejne:)